Chciałbym powiedzieć Ingolf Wunder - i wszystko jasne.
Ale po mojej rozmowie z kolegą, którego poinformowałem, że spotkamy się po koncercie wymienionego artysty, zrozumiałem, że takie jasne być nie musi. A tym bardzie „wszystko”.
Dlatego gwoli uzupełnienia informacji dla tych mniej wtajemniczonych, dodam, że Ingolf Wunder jest laureatem II Nagrody Konkursu Chopinowskiego w 2010 roku. Zajął to miejsce ex aequo z Lukasem Geniuszasem. O L.Geniuszasie wspominałem już jakiś czas temu (chyba w grudniu). Teraz przyszła kolej na Austriaka.
Koncert w Filharmonii Pomorskiej zapowiadał się interesująco. Już sam zakup biletu za pośrednictwem ebilet podniósł mi poziom adrenaliny w organizmie. A to przecież dopiero wstęp. Cała historia dobrze się skończyła. Potwierdzenie rezerwacji otrzymałem, a nadpłata, którą nieopatrznie, ale w dobrej wierze, dokonałem została mi zwrócona na konto. Kiedy odbierałem już bilet w kasie FP w dniu koncertu, obraz ludzi stojących w kolejce, aby załapać się na jakiś zwrot, był dla mnie budujący. Okazałem się bardziej przewidujący niż reszta i z zadartym nosem (a potrafię go zadrzeć jak nikt inny) przepychałem się przez tłum ofiar, dla których biletów zabrakło. Niby instytucja kultury, a ciżba zaprezentowała taki brak ogłady. Przepychanki i złowrogie komentarze tylko potęgowały napięcie przed występem I.Wundera.
Kiedy inni stali i czekali na łut szczęścia w walce o bilet, ja zasiadłem jak basza w swoim XVIII rzędzie i z pogardą spoglądałem na tych, co to siedzieć musieli na schodach. (tak, tak drodzy państwo – nie każdy zapewnił swoim czterem literom taki komfort jak ja.:)))
I nie zawiodłem się. Koncert świetny. Wunder w golfie czy bez potrafi oczarować publikę. Moim zdaniem bisy pianisty były lepsze niż sam Pierwszy Koncert Fortepianowy e-moll op.11 (co to w rzeczywistości jest drugim koncertem) Fryderyka Chopina. Zauważyłem nawet pewien rytuał bisowania. Pierwszy ukłon artysty razem z dyrygentem Tadeuszem Wojciechowskim, następnie ukłon samotny, wyjście, wejście, ukłon, pierwszy bis, ukłon, wyjście, wejście, ukłon, wyjście, wejście, drugi bis, ukłon, wyjście, wejście, ukłon, wyjście, wejście, trzeci bis, wyjście, wejście czwarty bis, ukłon, ukłon. Może pomyliłem się z ilością wejść lub ukłonów. Ale jedno było stałe. Burzliwe oklaski, które uciszyć potrafiła tylko muzyka płynąca z fortepianu. Ja żałuję jedynie, że pianista nie zaprezentował nam jakiegoś utworu innego kompozytora. Ale pewnie przyjdzie jeszcze na to czas. Gdy rozpoczęła się przerwa gawiedź wyraźnie zadowolona rozeszła się po foyer filharmonii lub wyskoczyła na szybkiego papieroska.
A ja w tym czasie zaproponuję wystąpienie Ingolfa Wundera podczas koncertu finalistów Konkursu Chopinowskiego. Andante Spianato i Wielki Polonez Es-dur op.22 F.Chopina
W drugiej części spotkania zespół FP zaproponował Suitę Symfoniczną „Szeherezada” op.35 Nikołaja Rymskiego-Korsakowa. Dziwne zestawienie, bowiem F.Chopin raczej niechętnie się wyrażał na temat muzyki programowej (do której zaliczamy suitę). Podobne stanowisko prezentował Leonard Bernstein, który zapytany, czy każda muzyka niesie fabułę, odpowiedział: „Czy ja muszę wymyślać jaką historię opowiada Haydn w kolejnej symfonii ?” Ale mniejsza z tym, kto jak postrzega muzykę programową. Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Pomorskiej spisała się śpiewająco. Opowieści Szeherezady tym razem przykuły uwagę nie tylko sułtana, ale wszystkich wokół. A motyw skrzypiec i harfy, który łączy poszczególne części baśni (jednocześnie części utworu) jest dosłownie zniewalający. I chcę jeszcze dodać, a może i zaapelować coby ludzie posłuchali także innych kompozycji N.Rymskiego – Korsakowa, a nie tylko „Lotu trzmiela” (do trzmiela nawiążę w przyszłości, a to za sprawą… jak nie zapomnę, bo to też ciekawa historia). Orkiestra po dobrze wykonanej pracy się kłaniała, i kłaniała, i kłaniała i wszyscy pełni wrażeń rozeszli się do domów.
Ps. Co z tą kawą??? No była okropna. Dziwne, bo zawsze podawano w miarę dobra kawę w filharmonii. Może czas przerzucić się na soczki :)
